14 listopada

JAK WYGLĄDA STUDIOWANIE? Mój pierwszy miesiąc na studiach!

Pamiętam rozmowę z Anką. – Zapewniałam ją, że ja już się nie mogę doczekać nauki, zdobywania wiedzy, robienia projektów i całego tego zamieszania związanego ze studiowaniem.

Przypomniałam sobie o tym wczoraj, kiedy przygnieciona notatkami z neurobiologii, myślałam o tym, czy by to jednak nie rzucić studiów. Bo wszystkiego jest przecież TAAAK strasznie dużo.
Dlatego, jak się domyślasz, nie jestem najlepszą osobą, która powinna pisać o tym, jak wygląda studiowanie. Ale zdecydowanie mogę ci opowiedzieć, jak wyglądał mój pierwszy miesiąc na studiach i czego się nauczyłam (poza założeniami psychotransgresjonizmu).

Weź mnie! Weź mnie za rękę.

Nikt mnie nie złapał za rękę i nie powiedział: „O, patrz Martusia – tutaj masz teraz zajęcia. A tym tramwajkiem wrócisz do mieszkanka, dobrze? Jakbyś przypadkiem się zgubiła to koniecznie zadzwoń do mnie kochana”.

To ja sama muszę siebie łapać za rękę i błądzić po długich, łódzkich ulicach, wsiadać do odpowiednich tramwajów i wchodzić do właściwych budynków. Nikt inny mi w tym nie pomoże.

Ogarnięcie, że jestem zaradna i świadomość, że podejmę się wejścia w nawet bardzo wymagającą sytuację – jest niezrównanie rewelacyjna.

Tylko, że ogarnięcie trzeba jednak w sobie wypracować.


Ale, że o co chodzi?

Początek studiów to ekscytująco – smutne zderzenie z rzeczywistością. Po miesiącach odpoczynku całkowitego albo przyjemnej, wakacyjnej pracy, (o której pisałam już tutaj), kiedy to lista zadań na każdy dzień wygląda mniej więcej tak:

Rzeczy do zrobienia:

1.      -> Spróbuję nie wstać po 11.00.

Nagle przychodzi czas, w którym mam poupychaną listę zadań. Ledwo mogę znaleźć czas na naleśniki ze znajomą w jakimś spoko bistro. Chociaż wiadomo – prokrastynacja jest tutaj zdecydowanie studenckim sprzymierzeńcem, to i naleśniki zostały zjedzone.

Możesz powiedzieć, że to wszystko przez złą organizację pracy. 

Ameryki raczej wtedy nie odkryjesz, ale spróbuj wrócić do właściwych nawyków po 118 dniach prawie żadnej organizacji, nie wspominając już o prowadzeniu dziennej listy zadań. – To wymaga czasu. 

I ten czas wreszcie upłynął, a ja nadal tonę w obowiązkach. Za to świadomie planuję swoje działania. Zjadam słonia w kawałkach (według zaleceń Pani Swojego Czasu). A przede wszystkim dokonuję wystarczająco dobrych wyborów.

Jeszcze 5 minutek!

Albo daj mi od razu całą godzinę na słodką drzemkę.

W październiku moja samodyscyplina zaczęła szwankować. Zamiast podrywać się z łóżka zaraz po wyłączonym budziku, tylko obracałam się na drugi bok marudząc, że nie chce mi się jeszcze wstawać.

Teraz zaczynam po woli reperować swoją samodyscyplinę. Całe szczęście, że trafiłam na książkę „Fenomen poranka”. (Nie googluj, jeszcze tu o niej poczytasz!) 

Naprawianie samodyscypliny to naprawdę śmieszna przygoda, bo robię coś wbrew sobie. – Moja świadomość rozumie, że jest to potrzebne, ale nieświadomość robi wszystko, by tylko mnie przekonać, że wstawanie o godzinie siódmej rano to zdecydowanie za wcześnie. 

„Ooo, Marta?! Ty żyjesz?”

Tak mniej więcej reaguje rodzina, kiedy po kilku tygodniach wracam do  domu, w którym znajduję ukojenie (i telewizję, ale to tylko zbędny-piękny dodatek, bo serial mogę przecież oglądać też na laptopie. Technology rocks!)

Dobrze jest wyjechać, żeby móc wrócić.

Moje znikanie traktuję raczej jak piękne błogosławieństwo. Nie dlatego, że wszyscy się wzajemnie wkurzamy i kłócimy non stop. Ale właśnie dlatego, że moja rodzina i znajomi to najgenialniejsze, najukochańsze osoby na świecie. A kiedy możemy mieć się cały czas – zupełnie o tym zapominamy. Dopiero zaczynamy to doceniać, kiedy tęsknimy.

I fajnie. I niech tak będzie, że doceniamy, gdy tęsknimy i okazujemy to, że jesteśmy ważni, gdy mamy siebie tylko na chwilę. To naprawdę buduje relacje. 

To jest mój miesiąc na studiach.

Twój pewnie jest lepszy. Albo będzie lepszy, jeżeli jeszcze nie zacząłeś przygody ze studiowaniem.

U mnie póki co bywało czarno – biało, ale zaczynam kolorować nową rzeczywistość.

Studia to wymagający czas związany z ogromną ilością nowości, które znienacka torują drogę do bezstresowego życia. Ale kiedy pije się dużo melisy i kiedy się działa, zamiast mówi o działaniu, naprawdę da radę to ogarnąć! 

- To jak Ci jest na studiach, Marta? 


.


.


.


.


.



- Wiesz co, dobrze.

A będzie jeszcze lepiej, gdy zdam wszystkie egzaminy podczas sesji.

(Już teraz ciepło przywitam twoje słowa otuchy. Nie heheszkuj. Ja mówię serio!)
Chcesz więcej pozytywnych treści? Kliknij:

3 komentarze:

  1. Trzymam kciuki, you go girl! ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno dasz radę! Kto, jak nie Ty! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wpis, z większością rzeczy się zgadzam, mam bardzo podobne przemyślenia po pierwszym miesiącu studiów ;) Życzę powodzenia i samych ciekawych rzeczy do nauki!

    OdpowiedzUsuń

TOP